<< Dzień ósmy | Spis treści | Dzień dziesiąty >>

09.07.2006 11:15, Teodozja

Wyruszamy do Bakczysaraju. Pogoda poprawiła się tylko trochę. Nie pada, ale jest pochmurno. Jutro ma być dużo lepiej. Wyprowadziliśmy się od miłego gospodarza. Wychodząc zapomnieliśmy oddać mu klucze. Gonił nas aż na dworzec autobusowy. Na szczęście udało mu się złapać nasz przy kasie. Jak dobrze pójdzie z szukaniem kwatery, to dziś jeszcze oglądniemy Pałac Chanów. Jeżeli nie będzie dobrych miejsc, to jedziemy dalej - pewnie do Ałuszty.

09.07.2006 20:00, Bakczysaraj

Do Bakczysaraju dotarliśmy po 14. Mieliśmy mały problem z odnalezieniem noclegu, ponieważ poszliśmy inną drogą - naokoło :) Kiedy udało się odnaleźć polecane w przewodniku miejsce, okazało się ono bardzo przytulne. Mamy pokój w garażu, ale jesteśmy tylko we dwoje. Jest czysto i schludnie. Na środku posesji znajduje się śliczny ogród. Właściciele są bardzo mili. To starsze, ale bardzo energiczne, małżeństwo. Są też stoły, gdzie można sobie zjeść śniadanko pod zielonym jeszcze winogronem. Wypiliśmy kawę i poszliśmy coś zjeść. Ciężko było coś zamówić, ale udało się. Dostaliśy zupę z wkładką, placek z mięsem i sałatkę. Było dość smaczne. Kolację zjemy u naszej gospodyni. Podobno dobrze gotuje.

09.07.2006 23:58 Bakczysaraj

Kolacja jaką ugotowała gospodyni była pyszna i sycąca. Chyba nawet za bardzo sycąca. Nie mogliśmy wstać od stołu. Później zrobiliśmy wielkie pranie - chyba nie ostanie podczas tej wyprawy. Udało nam się też oglądnąć finałowy mecz Mistrzostw Świata. Gospodarz zaprosił nas do domu i razem mogliśmy podziwiać zmagania o puchar świata.

<< Dzień ósmy | Spis treści | Dzień dziesiąty >>